Czekamy...

dziecko.haczewski.pl

sobota, 26 października 2013

Jestem.

Nie mam ostatnio czasu na nic... i dobrze mi z tym. Moja córeczka nadrabia mi wszystko. 
Nigdy nie myślałam, że można kochać aż tak bardzo. Za tydzień skończy 2 miesiące i już się świadomie uśmiecha. Gaworzy i uwielbia gdy się z nią tańczy. 
Widzę jak jest ze mną związana bo ciągle za mną zagląda... a ja... ja zamiast odpocząć wtedy gdy Ona śpi tęsknię za nią. Za jej uśmiechem i tymi maleńkimi paluszkami. Mój M też ją uwielbia a ja uwielbiam patrzeć jak razem leżą czy gdy M ją kąpie. Nie umiem opisać tu tego co czuję... tego jaka Ona jest cudowna i jak zmienia się z każdym dniem. Za każdym razem kiedy wspomnę sobie moment w którym położna położyła mi ją na piersi to mam łzy w oczach... łzy szczęścia bo mam to o czym zawsze marzyłam... Córeczkę, która jest małą wersją mojego ukochanego. 
Wypisz wymaluj tatuś. Kocham tę moją małą rodzinę ponad życie i dla nich zrobię wszystko. 
Staram się co dzień wychodzić z Oliwką na spacer. Uwielbiam gdy M ma 1szą zmianę w pracy i popołudnia spędza z nami. Wtedy możemy pospacerować we trójkę. 

Czas mija a ja jeszcze niedawno byłam na pierwszej wizycie u lekarza, który pokazał mi mały pęcherzyk płodowy. To takie nie do uwierzenia, że z takiego maleńkiego ziarenka urosła mi taka córeczka. Uwielbiam ją... Kocham !



Już po wizycie kontrolnej... Na szczęście wszystko jest zagojone.

poniedziałek, 14 października 2013

Codzienność.

Dni mijają jak szalone... dopiero co urodziłam a już mamy prawie listopad. Z drzew liście spadają jak szalone i jest coraz chłodniej. Korzystamy zatem z ostatnich słonecznych dni i wychodzimy na spacerki. Dziś do wózka Oliwki wpadł listek. Postanowiłam go zatrzymać... jest to w końcu jej pierwszy w życiu liść. Czytam na różnych blogach, że prawie każda z mam ma wyrobiony plan dnia. My go nie mamy i szczerze nie ubolewam nad tym. Oczywiście kąpiel i drzemki w ciągu dnia ma o stałych porach, ale karmienie czy budzenie się na karmienie w nocy jest rozregulowane. 
Zazwyczaj mała przesypia każdą noc budząc się czasem o 5tej a czasem dopiero około 8mej na śniadanie. Gdy wychodzimy na spacer i leży w wózku to często od razu zasypia. 
Fajnie jest tak spacerować z nią. 
Szkoda tylko, że idzie zima... nie lubię zimy. 
Nie lubię zimna, szalików i czapek, mrozu i śnieżyc... 
Teraz pewnie niejednokrotnie pewnie przez chociażby nawet mróz nie będziemy mogły wyjść na spacer. Szkoda, że M ma w tym tygodniu drugie zmiany... pewnie pospacerowałby z nami. 
Gdy świeci słońce jesień jest taka piękna.

Oliwia ma już 6 tygodni więc za tydzień idziemy na szczepienie i ja mam kontrolną wizytę u lekarza. AAAa i zapomniałabym - 
Moja córeczka już świadomie się uśmiecha i wydaje mi się, że jeszcze troszkę i zacznie gaworzyć. 
Czekamy na to z M z niecierpliwością.

piątek, 11 października 2013

Brak czasu...

Nie mam czasu tu zaglądać tak często jak robiłam to w ciąży... Moja córeczka wprawdzie jest grzeczna, ale ja zawsze coś mam do roboty... jak nie pranie to sprzątanie, obiad, zakupy... 
Więc jak przychodzi wieczór i pora snu to usypiam jak dziecko. Oliwia ma już miesiąc. 
Kocham ją całym sercem... zawładnęła moim światem. 
Z resztą nie tylko moim... 
M jest nią również zachwycony. Coraz więcej się uśmiecha i próbuje gaworzyć. 
Kocham te jej uśmiechy... kocham całą ją! 
Warte jej były chwile spędzone w szpitalu, ten ból... Mam ją i nic więcej się nie liczy. 
Przesypia praktycznie całe noce za to w dzień jest bardzo aktywna. 
Moja mała księżniczka. 

Ja regeneruję się po porodzie... jeszcze 1,5 tygodnia i muszę iść do lekarza na kontrolę. 
Chciałabym aby powiedział mi, że wszystko mi się dobrze zagoiło. Przy wysiłku w miejscu nacięcia krocze troszkę mnie pobolewa i martwię się strasznie. AAa i zapomniałabym - niestety nie karmię już piersią... pokarm zanikł.

czwartek, 26 września 2013

Po długiej nieobecności.

Jestem... jestem już mamą wspaniałej kruszynki, która urodziła się 4 września. Miałam napisać wcześniej, ale dopiero teraz założyli nam normalny internet. Pisałam o tym, że nie chcę być długo w szpitalu, że nie lubię szpitali... i wszystko obróciło się przeciwko mnie bo w szpitalu byłam ponad 2 tygodnie. Wywoływanie porodu jest okropne... kręcisz się po korytarzu modląc się o skurcze. Niestety  w pierwszy dzień (ten w którym miałam trafić do szpitala) nie było mi dane urodzić. Na salę przedporodową przychodziły dziewczyny... rodziły, a ja jak głupia zostawałam sama. W sobotę kazano mi iść do domu. W poniedziałek miałam wrócić... miałam nadzieję, że skurcze chwycą mnie w domu i, że już nie będę musiała chodzić po korytarzu z kroplówką. Od badań  zaczęło mnie tam w środku wszystko boleć. Miałam dość. Skurcze nie nastały więc znów znalazłam się na sali przedporodowej. Dzień miną podobnie jak piątek... zero reakcji. Byłam na skraju załamania, ciągle płakałam... Zdecydowana byłam na cesarkę bo już miałam dosyć i bałam się o moją kruszynkę.
 Był w końcu 42 tydzień ciąży. Lekarze upierali się na kroplówki... Nie dość, że byłam sama jak palec bo nasz szpital nie pozwala na pobyt partnera czy męża z żoną na tej sali to jeszcze jest tam kompletny zakaz odwiedzin. Mój lekarz był zupełnie obojętny i stwierdził, że dziecku się nic nie dzieje (mała urodziła się w zielonych wodach płodowych i miała infekcję wrodzoną przez co tydzień przyjmowała antybiotyki). We wtorek przenieśli mnie na ginekologie i nie wiem po co bo o 16tej znów miałam wrócić tam skąd przyszłam. Chodziłam po tym szpitalu jak obłąkana, ale czułam, że coś się dzieje. Od południa miałam skurcze... lekkie wprawdzie, ale były (ktg ich nie wykrywało, ale ja je czułam). Przed snem położna powiedziała mi abym się wyspała porządnie bo może to być ostatnia noc bez dziecka w brzuchu... no i wykrakała. Ok 23 skurcze nasiliły się a ja pomiędzy nimi jakby w letargu przysypiałam... o 3ciej nad ranem ledwo żyłam bo tak bolało, ale cieszyłam się, że w końcu się zaczeło... skakałam na piłce, wymiotowałam i w duchu płakałam z bólu. 
O 9tej trafiłam na porodówkę a o 11tej urodziłam piękną córeczkę. Poród był okropny, ale miałam cudowne położne, które bardzo mi pomogły. Gdy natomiast poczułam na swoich piersiach ciepłe ciało Oliwii zapomniałam o wszystkim... jej niebieskie duże oczy wpatrywały się we mnie a ja płakałam ze szczęścia. Dziś Oliwia ma ponad 3tygodnie i zaczarowała nasz świat... jest pogodnym i grzecznym dzieckiem i kocham ją ponad życie. 
Powoli mam nadzieję nadrobię blogowe zaległości.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Już jutro... początek końca ciaży.

Jutro szpital... to opcja, która podoba mi się najmniej bo czeka mnie wywoływanie. 
Zobaczymy czy Mała ulegnie. Jakoś dziwne przeczucie mam, że przyjdzie na świat w sobotę. 
Być może się mylę, ale tak mnie jakoś nachodzi mimo iż mogą mnie jutro zbadać tylko i na weekend puścić do domu. 
Wszyscy w około wypytują 
- kiedy? 
ii 
- czemu nie już? 
albo te durne teksty... 
- Ja myślałam, że Pani już urodziła.
 albo słynne pytanie
 - To nie urodziła jeszcze Pani? 
-Nie no ludzie!!! 
Jakbym urodziła to chyba raczej byłoby widać!?! Nie wiem... być może się czepiam (hormony), ale to denerwujące gdy wchodzę do osiedlowego sklepu (robię w nim zakupy codziennie) i wciąż słyszę te same pytania. Na każdym stoisku sklepowe wypytują, albo komentują moją ciążę. 
Na tym etapie gdy ja sama chciałabym być już po porodzie takie zachowania mnie dobijają i czasem gryzę się w język aby nie palnąć czegoś, czy po prostu zwrócić komuś niegrzecznie uwagi. 
Każda ma rady i swoje przekonania...
- Umyj okna. Mi pomogło.
Ale wcale nie jest powiedziane, że w moim przypadku to coś da! 
Słyszałam już trzy takie rady... Ehh! 
Nie dość, że ja się stresuję tym wszystkim co ma się jutro zacząć to jeszcze muszę zmagać się z tymi komentarzami i pytaniami. Co za ludzie? Taki nasz naród dziwny... Każdy ciekawski. 
Dobrze, że Mała się już urodzi... nie będę musiała każdemu z osobna tłumaczyć się z tego dlaczego jeszcze nie urodziłam!

środa, 28 sierpnia 2013

Nic się nie dzieje...

Wydaje mi się, że na złość mi stanie się tak, że jednak będę musiała przejść przez etap wywoływania ciąży. Cóż.. cieszę się jednak z tego, że już na następny tydzień mała Oliwia będzie już  na świecie. Ogólnie nie dzieje się nic... czasem mam tylko bóle jak na okres, które mijają po kilkunastu minutach. 
Ojjj... moja ciąża nareszcie dobiega końca - jak ja się cieszę :)

piątek, 23 sierpnia 2013

Termin!

Dziś mamy termin porodu a nasza córeczka ani myśli zjawić się na świecie. Uparta taka no. 
Ja biegam po domu, myję, odkurzam, wycieram i nic... zero oznak porodu. Bóle jak na okres jakby też minęły i co? Iii jak nie urodzę do 30tego to przed 8mą rano mam się zjawić w szpitalu na wywołanie. Nie chcę aby tak zakończyła się moja ciąża... nie chcę wywołania i na samą myśl o tym jest mi słabo. To wszystko wiąże się z dłuższym pobytem w szpitalu (niestety)... bo nie wiadomo, czy na Małą to wywoływanie zadziała od razu w jeden dzień. 
Wolałabym dostać skurczy w domu, jechać do szpitala i spokojnie urodzić... samemu. 
Bez wywoływania. Tak bym chciała aby było już po wszystkim, aby Mała była już z nami. 
Czym bliżej tego wszystkiego tym bardziej nie mogę się doczekać... spotkania z nią, moją małą córeczką. Wczoraj również dowiedziałam się, że moja koleżanka, która jest w 29 tygodniu ciąży leży w szpitalu bo jej synek już chce się urodzić. 
Ma już skurcze porodowe i  rozwarcie na 3 cm. 
Przecież On jest taki maleńki... pewnie waży niewiele ponad kilogram. 
Moja Oliwia to kawał baby przy tym maluszku. 
Mam nadzieje, że Oliwia urodzi, się pierwsza a ten maluch jeszcze trochę wytrzyma w brzuszku swojej mamy. Noo a co do tego mojego pobytu w szpitalu to znając moje szczęście nie urodzę do tego 30tego iii będę musiała mieć to wywołanie.


Córko moja zlituj się nad matką swoją :)

sobota, 17 sierpnia 2013

6

I nadal czekamy... 
coś tej naszej córeczce się nie spieszy. 
Mało tego wczoraj miałam iść na badanie krwi i zaspałam... 
a w poniedziałek mam iść do lekarza (bo nie urodziłam). 
Będę musiała lecieć tam w poniedziałek rano i na dodatek po południu odebrać wynik. 
Nie dość, że chodzę już jak słonica to jeszcze tyle biegania mnie czeka. 
Może urodzę jeszcze przed tym poniedziałkiem :) Robię sobie z dnia na dzień nadzieje. 
Być może nas zaskoczy, choć jak na razie nie mam żadnych objawów porodu. 
Dziś rano tylko znów pobolewał mnie brzuch jak na okres. Zobaczymy co powie mi lekarz w poniedziałek i czy czasem nie da mi skierowania do szpitala... cóż.

Prócz tego jakoś wzięło mnie na sprzątanie...wczoraj zrobiłam porządek w kuchni i wypraliśmy z M dywan w naszym pokoju. Przygotowujemy się :P


wtorek, 13 sierpnia 2013

10

Od wczoraj mam bóle jak na okres i wyraźnie obniżony brzuch... Mój lekarz gdy mówiłam mu o takich bólach stwierdził, że to normalne na tym etapie ciąży.
Czy to oznacza, że poród tuż tuż nie wiem. W każdym razie niecierpliwie czekam na ten moment bo chcę już mieć to za sobą. 
Chcę już mieć swojego malucha na świecie bo ciąża kompletnie mi nie służy. 
Obym urodziła na dniach:) Wszystko już jest przygotowane, nic tylko iść urodzić. 
Marzę o chwili w której zobaczę moją małą córeczkę... w której ją przytulę i pocałuję w jej maleńką główkę.

środa, 7 sierpnia 2013

16

No i mamy czekać... Jeśli do 19tego nie urodzę to mam się zgłosić do lekarza i wtedy będziemy myśleć. Na wizycie, której byłam okazało się, że moja córeczka jeszcze nie chce wyjść. 
Leże więc i odpoczywam tak jak zalecił lekarz... zobaczymy czy  mała urodzi się do 19tego:) Czytałam ostatnio o tym, że im bliżej jest się porodu tym słabsze są ruchy dziecka bo już ma malutko miejsca w brzuchu... tymczasem moja dzidzia ruchy ma coraz mocniejsze i nadal jest strasznie ruchliwa. Oj czuje, że przewróci Ona nasze życie do góry nogami :)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

18

Nic się nie dzieje... wciąż czekamy... Dziś wizyta u lekarza więc może czegoś więcej się dowiem. 
Już mniej niż 3 tygodnie... Boję się, ale chcę aby było już po wszystkim. 
Upały strasznie dają mi w kość a na dodatek często mam problemy z żołądkiem. 
Ehh... zawsze coś!

sobota, 3 sierpnia 2013

20

Coraz bliżej zbliżamy się ku końcowi... łóżeczko przygotowane, wózek zamówiony więc teraz nic tylko rodzić. Zrobiliśmy też ostatnie pranie ciuszków Oliwii. Spotkałam się dziś z przyjaciółkami 
ze studiów... achhh to były czasy:) Jedna z nich ma wujka, który jest przełożonym pielęgniarek 
w szpitalu w którym będę rodzić i jak tylko zacznie się mój poród mam jej dać znać. 
Ona zaś zadzwoni do wujka i załatwi mi "uprzejmość" na porodówce. 
Z tego co wiem to nie zawsze jest z pielęgniarkami czy położnymi tak kolorowo więc taki przywilej mi się przyda.

Przeglądałam blogi.... kolejne dziewczyny mają już to za sobą, mają swoje maleństwa. Ja nadal czekam... i zazdroszczę im niesamowicie.

czwartek, 1 sierpnia 2013

22

Zostały nam 22 dni. Jestem coraz bardziej zmęczona i wyczekuję porodu. Mimo iż się boję już chcę aby było po wszystkim. Pamiętam jak dowiedziałam się o tym, że jestem w ciąży, jak bałam się 
o moje ziarenko i modliłam aby było zdrowe. Pamiętam pierwsza wizytę u lekarza i bicie serduszka... pamiętam minę mojego M gdy na ekranie monitora oglądał z lekarzem nasze maleństwo. 
Ten czas tak szybko minął... z ziarenka urosła nasza malutka Oliwia, która lada chwila może pojawić się na świecie.Czekamy na nią z niecierpliwością. Wszyscy. W końcu to nasze pierwsze dziecko 
i pierwszy wnuk moich rodziców. 

Od kilku dni pobolewa mnie brzuch tak jak "na okres"... i nie wiem czy to źle czy dobrze. Mała mimo to rozrabia w brzuszku więc jej się chyba nic nie dzieje. 
Myślę, że to po prostu objaw zbliżającego się porodu... W poniedziałek mam wizytę u lekarza więc spytam czym mogą być spowodowane takie bóle. Czuję, że to już prawie to... 
W końcu zobaczę i ucałuję to moje CUDO!:)

Po porodzie wracam do formy... kremy i balsamy o których pisałam tu wcześniej nic nie dają. 
Mój brzuch, uda i pośladki pokryte są cellulitem i rozstępami. Kremuję się, masuję i nic! 
Nie mogę na siebie patrzeć, ale zawezmę się i zacznę (tak jak przed ciążą) treningi z Ewą Chodakowską. Uaktywnię swoje konto na vitalii i dam radę. Noo i w końcu pójdę na zakupy... 
jako mama muszę jakoś wyglądać :) a ostatnio nie kupowałam dla siebie nic oprócz bluzki, która zakrywa mój brzuchol. Teraz nie kupuję bo wiem, że mój brzuch zmaleje więc na te 3 tygodnie mi się nie opłaca. 
Kupię po... zaszaleję... JAK JA TĘSKNIĘ ZA BUTAMI NA OBCASIE... 
Pierwszą rzeczą, którą kupię z pewnością będą buty. Kocham buty!

<3 <3 <3

poniedziałek, 29 lipca 2013

Blisko... bliżej... coraz bliżej!

Tak... według paseczka, który mam na górze bloga zostało nam 3 tygodnie i 4 dni... czyli już prawie jestem jedną nogą na porodówce. Wprawdzie to jeszcze troszkę, ale dziś poprzeglądałam sobie blogi, które podglądam iii widzę, że jedna z dziewczyn już urodziła a miała jeszcze  czas do porodu. 
Druga zaś ma już skurcze a również jest przed terminem.... Zaczęłam się trochę bać. 
Nie powiem odkąd przestałam myśleć o porodzie to nie jestem aż tak spanikowana jak byłam, ale dziś znów wszystko wraca. Tym bardziej, że w tym tygodniu znów mam wizytę u lekarza. 
Rzeczy do szpitala mam już praktycznie przygotowane. Zostało mi tylko do kupienia kilka rzeczy... jestem zła na siebie, że mam taką organizację;/ Zawsze wszystko miałam zapięte na ostatni guzik a teraz kiedy moje dziecko ma przyjść na świat ja jestem tak mało zorganizowana. 
Może to przez strach? Nie wiem. Pierwszy raz mi się to zdarza. 
Dobrze, że od jutra ma być ochłodzenie to pójdę do apteki kupić to czego mi jeszcze brakuje. Wpakuje wszystko do torby i niech czeka. Szczerze mówiąc nic mi się nie chce... 
podsumowanie ostatniego etapu mojej ciąży jest niezbyt kolorowe... jestem już zmęczona.
Swoich kostek nie widziałam już od kilku dni... dłonie też mam napuchnięte. 
Szybko się męczę i pocę okropnie. Mała jest strasznie aktywna i coraz silniejsza. 
Jej niektóre ruchy są tak mocne, że aż mnie bolą... Nie obraziłabym się gdyby zechciała się urodzić choć kilka dni przed planowanym terminem. Ulżyła by mamie.
 Moja mama zaś marzy aby urodziła się w jej urodziny... we wrześniu. Miejmy nadzieję, że posłucha jednak mamusi a nie babci. 




Kochana córeczko nie mogę się doczekać aż Cię w końcu zobaczę i przytulę.

piątek, 26 lipca 2013

Upały!

Ledwo żyję -  ledwo oddycham, ledwo  się poruszam. To jakaś masakra a ma być jeszcze gorzej. Wiem... wiem, że jest lato i gdybym nie była teraz w ostatnich tygodniach ciąży zapewne byłabym dumna z tej pogody, ale niestety nie jestem. 
Takie upały to udręka w trakcie zaawansowanej ciąży. Nie dość, że nie ma czym oddychać i trzeba się chować przed słońcem to jeszcze usypiam na stojąco. Od kilku dni w dzień chce mi się okropnie spać mimo tego iż przesypiam całe noce. Jestem zaś pewna, że gdybym się zdrzemnęła w dzień  
to w nocy nie mogłabym usnąć. Więc muszę to przemęczyć. I tak źle i tak nie dobrze... 
I ani nie pójdę nad wodę bo za bardzo grzeje ani nigdzie... pozostaje mi siedzenie w domu bo z racji tego, że mieszkam na parterze to w domu jest chłodno. Tyle dobrze w sumie. Nie ukrywam jednak, że wolałabym basen czy jezioro nOo, ale to za rok :) Odbiję to sobie. Dodatkowo mam napuchnięte dłonie co mnie bardzo denerwuje. Rano były napuchnięte tylko one... po godzinie 16tej nie poznałam swoich stóp. Od początku ciąży nie były one tak spuchnięte jak teraz. Mam wisielczy humor... pewnie dlatego, że to mnie już przytłacza. Chciałabym już urodzić i nie męczyć się (następna ciąża zdecydowanie zaplanowana będzie na jesień i zimę). Dodatkowo  zadzwoniła dziś do mnie Pani z Urzędu Pracy i miała dla mnie fajną ofertę pracy w sklepie medycznym, ale niestety nie skorzystałam z niej bo za 4 tygodnie rodzę. Szkoda... Bo nawet w ciąży mogłabym pracować. Lubię pracować... dlatego zaplanowałam z moim M, że gdy mała skończy 2 lata to ja pójdę do pracy. Teraz aby nie stracić tych dwóch lat zapisuję się na studium policealne, które jest blisko mojego domu. Chciałabym iść w końcu na magisterkę, ale niestety w moim mieście nie ma i musiałabym daleko dojeżdżać co wiązałoby się z tym, że moja mama lub M musieliby się Oliwką zająć a nie zawsze mają czas ponieważ pracują. Studium do którego się wybieram jest kilka kroków od mojego domu w soboty i niedziele co 2 tygodnie więc w te dni będą mogli się małą zająć i na dodatek ja w razie czego będę miała blisko do domu. Rozpisałam się trochę... ale to nic... w końcu od tego jest ten blog :).

poniedziałek, 22 lipca 2013

32 dni...

Taaak... Za miesiąc i 1 dzień jest termin mojego porodu. Pakuję więc powoli torbę do szpitala i nie bardzo wiem co mam zabrać... Czytam blogi innych mam iii tworzę swoją listę. 
Na pewno coś odejmę lub dodam. Muszę także wybrać pierwsze ciuszki dla Oliwki i w ogóle ciuszki na pobyt w szpitalu. Muszę dokupić body, które zapinają się kopertowo ponieważ zauważyłam, że mam same zakładane przez główkę a nie ukrywam, że będę bała się sama je założyć małej.
Po powrocie do domu mama pokarze mi jak to robić tak aby nie zrobić dziecku krzywdy. 
Wiem, że w szpitalu powinni mi pokazać jak się to robi, ale skąd ja mogę wiedzieć czy nie natrafię 
na jakieś nie miłe położne? Wolę uniknąć dziwnych docinków, że nie umiem ubrać dziecka. 
Wybieramy się również po zakup wózka, ale przez te upały i brak czasu mojego M nie mamy kiedy. Postanowiłam, że na 100 % załatwimy to w tym tygodniu bo miesiąc to na prawdę mało iii zanim się obejrzymy to minie. Ciuszki i kocyki poprane, ale nie miałam kiedy tego wszystkiego poprasować tak więc dziś wieczorem się tym zajmę. Cieszę się, że poród jest już tuż tuż... 
W końcu odpocznę od opuchniętych stóp i bólu pleców iii w końcu będę miała na świecie swoją małą Calineczkę. 
Oglądamy z M jej ciuszki i rozmawiamy o niej... planujemy. 
Nasza mała księżniczka. Na pewno zmieni wiele w naszym życiu. Będziemy o nią dbać i kochać ponad życie. M już planuje, że będzie z nią chodził na ryby i, że będzie odganiał od niej adoratorów... Tak mi się chce z niego śmiać nieraz, ale miło mi jest słuchać, że ma tyle planów wobec córki.
 Ona i On... najważniejsze osoby w moim życiu!

czwartek, 18 lipca 2013

Dziś króciutko...

Po wizycie juuż na szczęście. Mała waży prawie 300g. Do porodu zostało jeszcze 5 tygodni więc może się okazać, że urodzę "kawał baby". Ciągle skacze w brzuszku iii nawet przy badaniu nie dała się spokojnie pooglądać doktorkowi. Następna wizyta za 2 tygodnie z racji tego, że poród już tuż tuż. Lekarz chciał mnie wysłać do szpitala z racji tego, że mam szybki puls, aleee się wymigałam od jego pomysłu i obiecałam, że jak tylko gorzej się poczuję to się tam sama zgłoszę. 
Ehh te upały... no, ale cóż narzekać... w końcu to lato! :) Nie ukrywam, że gdy jest chłodniej to ani nie mam problemu z pulsem ani z opuchniętymi stopami... z resztą chyba nie ja jedna. 
Za rok będziemy smażyć się na plaży:)

poniedziałek, 15 lipca 2013

39

Dni mijają... pranie zrobione, koszule kupione... Muszę tylko poprasować tą stertę ciuszków, spakować to co nam potrzebne w szpitalu i mogę iść rodzić. Dziś byłam na badaniach (chyba już ostatnich przed porodem) a w środę mam wizytę u lekarza. 
Powoli dociera do mnie fakt, że to prawie już! Za niedługo nasza malutka córeczka będzie w końcu 
z nami. Cieszę się także z tego, że już nie będę musiała męczyć się z brzuchem i opuchniętymi stopami. Wiem, że na tym właśnie polega ciąża, ale ja już jestem po prostu zmęczona. 
Ani się schylić, ani nic... w upały serce bije mi jak szalone i szybko się męczę. 
W sobotę byłam na zakupach z mamą i gdy wróciłam byłam ledwo żywa mimo iż nie przeszłyśmy jakiegoś dość długiego dystansu. Moja garderoba topnieje bo nie mieszczę się już w połowę ubrań, które mam w szafie (bluzki są do pępka) a nie opłaca mi się na miesiąc kupować nowych. 
W sklepach jest tyle pięknych ubrań i znając życie już miałabym ich kupioną stertę. 
Postanowiłam sobie, że gdy urodzę to pomyśle o sobie iii małej "renowacji" siebie. 
Pójdę na zakupy i w końcu kupię coś dla mnie. Tymczasem muszę się jeszcze trochę pomęczyć... Czegóż to się nie robi dla ukochanego dziecka :)
Kochana Oliwko teraz Ty jesteś najważniejsza!

czwartek, 11 lipca 2013

43 dni...

Czas tak szybko mija i każdy mijający dzień zbliża nas do spotkania z naszym maleństwem. 
Czasem gdy myślę o tym wszystkim to nie dociera do mnie fakt, że to prawie już... 
Strach miesza się ze szczęściem i aby nie myśleć o tym wszystkim znajduję sobie różne zajęcia. 
Dziś będę prać ciuszki i rzeczy małej. Czas najwyższy aby były gotowe, czyste i uprasowane. 
Zostało nam tylko zamówienie wózka i zakup łóżeczka... mieliśmy to zrobić w tym tygodniu, ale nie bardzo był na to czas. Jutro idę na badania więc w następnym tygodniu już na 100 % się do tego sklepu wybierzemy. Musimy ogarnąć to już teraz bo nigdy nic nie wiadomo iii lepiej dmuchać na zimne. Moja mała Oliwka jest taka ruchliwa. Już nie mogę się doczekać chwili w której ją zobaczę. Taka bardzo bym chciała aby była zdrowa i aby wszystko poszło pomyślnie. 
Boję się tylko tego, że gdy będę w szpitalu to nie bardzo będę wiedziała jak się nią zająć, 
jak przewinąć, czy nakarmić... Wiem, że po powrocie do domu pomoże mi mama, która na szczęście mieszka blisko nas i na okazję narodzin swojej pierwszej wnuczki zaplanowała sobie urlop. 
Ten szpital mnie przeraża... a pociesza myśl, że będzie ze mną mój M. 
Cóż... nie będę narzekać - i tak muszę przez to przejść. 
Nagrodą jest moja córeczka!

wtorek, 9 lipca 2013

W naszym domu od wczoraj panuje wielki rozgardiasz i zamieszanie ponieważ postanowiliśmy szykować pokój dla małej. W prawdzie na razie będzie Ona spała w naszym pokoju, ale lepiej zrobić wszystko teraz niż później gdy mała będzie już z nami. Nie będziemy myśleli wtedy znając życie o takich sprawach. Więc od wczoraj rozkładanie nowego dywanu iii składanie szafy. Dostarczyli nam również nową pralkę bo oczywiście jak na złość stara się zepsuła a czas robić powoli pranie dla naszej córeczki. Od jutra więc rozpoczynam przygodę z praniem dziecięcych ubranek i pieluch. Brzuchol mam coraz większy i dzidzia skacze w nim niesamowicie często co sprawia mi wielką radość z racji tego, że za pewien czas już nikt mi nie będzie w brzuszku buszował. Będę ją miała przy sobie. W końcu! Będę tulić i całować! Już nie mogę się doczekać. Termin porodu zbliża się wielkimi krokami. Mój strach jest coraz większy mimo iż staram się o tym nie myśleć. Po weekendzie będę mogła po woli kompletować i pakować torbę do szpitala. Może to i wcześnie, ale ja wolę dmuchać na zimne. Śni mi się często, że urodziłam a ciuszki jeszcze nie poprane, że nie mam piżamy itd... w prawdzie nie miewam proroczych snów, ale po co mam siebie dręczyć gdy mogę spać spokojnie.





 A tu mój brzuszek iiii mała Oliwia w środku. (Imię już wybrane.)


piątek, 5 lipca 2013

W A L K A

Wczoraj przy wieczornej kąpieli załamałam się. Moje ciało pokryte jest rozstępami a na udach pojawił  się cellulit. Pielęgnację po kąpieli wykonywałam zalana łzami. Fakt. Nigdy nie należałam do bardzo szczupłych osób, ale też nie byłam znów gruba. Ja po prostu miałam budowę ciała w sam raz. Przed ciążą walczyłam z oponką i jestem świadoma tego, że po porodzie i połogu znów będę walczyć bo chcę mieć płaski brzuch. Nie sądziłam jednak, że moje uda mogą wyglądać jak galareta, być tak rozwleczone. Jestem załamana bo nie dość, że dużo przy tej ciąży przytyłam to jeszcze po niej będę miała mnóstwo pracy aby to wszystko naprawić. Dobro dziecka jest dla mnie oczywiście najważniejsze i mimo iż do porodu zostało jeszcze 1,5 miesiąca zaczynam walkę z cellulitem już teraz. I z rozstępami oczywiście! Smaruję brzuch od 3 miesiąca ciąży i mimo to mam na nim rozstępy. Od jakichś 2 tygodni zmieniłam krem i smaruję się teraz Ziają - Mamma Mia.


Smaruję się regularnie 2 razy dziennie. Czasem nawet 3 i fakt jest taki, że rozstępy, które miałam dotychczas wygładziły się i są mniej widoczne, ale mam wrażenie jakby nadal pojawiały się nowe. Cóż... będę testować go nadal. W końcu używam tego kremu dopiero od 2 tygodni. Może po jakimś dłuższym czasie będą jakieś efekty. Zacznę nim również smarować uda bo tam rozstępów również mam coraz więcej niestety. Jestem świadoma tego, że nie znikną one całkowicie, ale może chociaż trochę staną się nie widoczne. Pociesza mnie fakt, że na moich piersiach nie ma ani jednego. Co i tak nie zmienia mojego podejścia do walki. Na ten okropny cellulit użyję Serum antycellulitowe z AA na uda i pośladki.





Muszę również kupić sobie jakiś masażer z racji tego, że jestem już w zaawansowanej ciąży i nie bardzo jest mi pisane wyginanie się i intensywne ćwiczenia. Będę masować uda i pośladki do czerwoności 2x dziennie i mam nadzieję, że chociaż trochę mi to pomoże. Nie mam zamiaru mieć takich rozlewających się nóg. To będzie wstęp a zarazem początek walki bo tak jak wspomniałam na początku zamierzam powrócić do ćwiczeń zaraz po połogu. Moja wymarzona waga to 60kg i mam zamiar spełnić to marzenie!

czwartek, 4 lipca 2013

50 dni

Zostało 50 dni do chwili  w której zobaczę w końcu swoje maleństwo. 
Tylko lub aż 50... bo z jednej strony chciałabym już być po porodzie a z drugiej wiem, że 8 miesiąc ciąży jest złym okresem na narodziny dziecka. 
Więc niech moja mała kluska posiedzi jeszcze troszkę w tym moim brzuszku. 
Ona jest najważniejsza. Ona i jej dobro. 
Wczoraj mój Mateusz miał urodziny. Z tej okazji spędziliśmy prawie cały dzień razem. 
Byliśmy na zakupach i na frytkach iii było tak cudownie. 
KOCHAM GO! LUBIĘ! UWIELBIAM! 
Kupiliśmy w końcu dla małej rożek i byliśmy pooglądać wózki i łóżeczka. Od początku chciałam 
w sumie aby moje maleństwo spało w kołysce, ale później wpadliśmy na pomysł, że można kupić łóżeczko zmieniane właśnie w kołyskę.


 
 
Wybraliśmy ten wózek i w następnym tygodniu pójdziemy go zamówić. Jest lekki i zgrabny więc myślę, że będziemy z niego zadowoleni. Cena też nie jest jakaś wygórowana więc jest to kolejny plus. Pomału zbliżamy się ku końcowi kompletowania rzeczy dla małej a tak się bałam jeszcze 
nie dawno, że stanęliśmy w miejscu. Z racji tego, że zepsuła się nam pralka to kupiliśmy nową 
bo już jest najwyższy czas na pranie ciuszków dla małej. W weekend również składamy szafę 
i robimy małą rewolucję w naszym domu ponieważ chcemy zrobić w naszym pokoju kącik dla małej abym nie musiała w nocy biegać z pokoju do pokoju. 
Jakoś nie dochodzi do mnie jeszcze ten fakt, że już za ponad miesiąc będę tuliła do siebie małą istotę, która jest owocem miłości mojej i M. Już nie będziemy we dwójkę a w trójkę. 
Nasza rodzina się powiększy. 
Tak strasznie się cieszę i jednocześnie boję. 
Cieszę się, że w końcu mała będzie z nami a boję się porodu i samego pobytu w szpitalu. Wspomniałam chyba gdzieś w pierwszych notkach, że jestem straszną panikarą, która boi się lekarzy i szpitali. Jak pomyślę sobie, że mam iść do szpitala i tam nocować to moje ciśnienie wzrasta. 
Każda myśl o tym, że będzie mnie bolało gdy mała będzie się rodziła mnie przeraża. 
Być może strach ma tylko wielkie oczy i mam cichą nadzieję, że nie będzie aż tak źle. 
W końcu będzie ze mną M. Wprawdzie nie zdecydowaliśmy się na poród rodzinny, ale chcę aby był On razem ze mną w szpitalu. Sama jego obecność czy świadomość w trakcie porodu, że stoi 
za drzwiami i na nas czeka będzie dla mnie ogromnym wsparciem. 
Na razie staram się nie myśleć o porodzie i szpitalu mimo iż czasu pozostało już bardzo mało. 
Nie chcę się denerwować niepotrzebnie. W sumie i tak to muszę przejść i tak. 
Innej rady nie ma.

niedziela, 30 czerwca 2013

Dawno mnie nie było, ale mam teraz tyle na głowie, że praktycznie w ogóle nie otwieram laptopa. Zaczął się u nas sezon na truskawki a z racji tego, że dysponujemy ogromnych polem truskawkowym mamy mnóstwo pracy. Nie zbieram truskawek bo trudno mi się schylić, ale je sprzedaję i ogarniam 
z moim M wiele rzeczy z tym związanych. Troszkę też zaniedbałam szykowanie wyprawki dla naszej kluski no, ale dziś postanowiłam się porządnie zmotywować i od jutra będę myślała 
o jej uzupełnieniu.
 Jestem w 32 tygodniu ciąży i powoli powinnam prać ciuszki dla małej... pomyśleć o piżamach dla mnie oraz innych rzeczach, które powinnam zabrać ze sobą do szpitala. 
Byłam na dobrym etapie, ale te truskawki spowodowały całkowite tego zaniedbanie. 
Za 5 tygodni (z reszta w każdej chwili, jak mówił mój lekarz) dziecko może przyjść na świat. 
Muszę wziąć się za siebie. Pokoik na szczęście jest już prawie przygotowany... trzeba tylko wyłożyć dywan i złożyć szafę. Moja córeczka jest nadal bardzo aktywna i lubi gdy się ją zaczepia. Zastanawiamy się ciągle nad imieniem i wymyśliliśmy Oliwię.  
Mój M jest taki niezdecydowany. Stwierdził, że to samo przyjdzie. Na razie planuje tylko to, że nauczy córkę łowienia ryb co jest jego ulubionym zajęciem.

środa, 19 czerwca 2013

Małe zmiany. Ruchy dziecka.

Postanowiłam pobuszować w internecie i pozmieniać coś w moim blogu aby był bardziej przejrzysty więc zaszły małe zmiany w jego wyglądzie. Muszę też również sprostować, że nie jestem w 30 tc 
a w 31 i 5 dniu. Ja nie wiem jak ja to policzyłam, jakaś zamulona jestem przez te upały.
 Doszłam do błędu ponieważ mój lekarz na ostatniej wizycie dał  mi kartę ruchów płodu
 i jak wyliczyłam to dokładnie wyszło, że dziś jest właśnie 31 tydzień a nawet jego koniec już praktycznie. 

Na karcie, którą otrzymałam mam zaznaczać ruchy mojej kluski. Mam liczyć jej ruchy od godziny 9.00 - 21.00 i zaznaczyć w danej kolumnie o której godzinie wystąpił 10ty ruch. 
Tabelka ma zapisane godziny i tygodnie ciąży więc jeśli moja mała poruszyła się po raz 10ty
 o godzinie 12tej to zaznaczam przy danym tygodniu i dniu godzinę 12tą. 
Więcej ruchów nie liczę. Jeśli natomiast do godziny 21szej nie wystąpiłby ten 10ty ruch należy skonsultować się z lekarzem. Czytam różne blogi i z tego co widzę to tabelki są różne... 
niekiedy trzeba liczyć 10 ruchów dziecka w ciągu godziny. 
Mój przypadek akurat mało wymaga liczenia ruchów małej (choć je liczę oczywiście) ponieważ jest Ona na prawdę bardzo ruchliwym dzieckiem i odkąd mam tę kartę 10ty jej ruch jest już o ok. 10.30. 
Kopie mnie praktycznie przez cały dzień... szczególnie o północy. 
Kocham te jej kopniaczki i od razu podnoszę bluzkę aby poobserwować falujący brzuch. 
Kocham Cię córeczko !

wtorek, 18 czerwca 2013

Będzie córeczka! Problem z imieniem...



                                                         Będziemy mięli córeczkę !

Jestem taka szczęśliwa, że z nią wszystko w porządku i, że sobie ładnie rośnie. Lekarz niechętnie zdradził mi płeć, ale gdy zbadał kluskę stwierdził, że zmieniła pozycję z pośladkowej na główką 
w dół stwierdziłam, że mogę spytać. On na to, że co mi po tym, że będę wiedziała i, że ważne aby było zdrowe... Ja to rozumiem i dla mnie najważniejsze jest oczywiście zdrowie mojego dziecka, ale jak każda młoda mama chciałam po prostu znać płeć, móc w końcu kupić ciuszek typowy dla płci. 
W tym wypadku będę mogła w końcu kupić sukienkę.
Rozumiem lekarzy, którzy nie chcą zdradzać płci dzieci z różnych względów, ale powinni być trochę bardziej wyrozumiali... 
Nigdy nie miałam powodów do tego aby krytykować mojego gina bo jest na prawdę dobrym i kompetentnym lekarzem, ale to jak mnie wczoraj potraktował nie było miłe.

Kolejna wizyta za 4 tygodnie a za 9 mała będzie już z nami. Nie mogę się już doczekać chwili w której ją zobaczę, przytulę...
Moja mała córeczka...

Problem mamy tylko z nazwaniem jej... miała być Mają, aleee za dużo tych Maj.
Co tydzień śledzę w naszym miejscowym tygodniku jakie dzieci przyszły na świat i szczerze mówiąc co wydanie jest jakaś Maja. To bardzo ładne imię, ale nie chcę aby moja córka chodząc do szkoły miała w klasie przykładowo pięć innych dziewczynek, które również będą nazywały się Maja.
 Bardzo często spotykam się również z imieniem Lena. W moim mieście w miesiącu rodzi się przynajmniej z siedem dziewczynek o tym imieniu.
Szanuje rodziców, którzy tak nazywają swoje dzieci, ale w moim mieście jest już istny przesyt bo gdzie się nie spojrzy tam jest jakaś Lena. Oczywiście tak jak wcześniej wspomniałam nie mam nic do osób nazywających tak swoje dzieci, jest to wyłącznie moje zdanie a każdy ma prawo nazwać swoje dziecko tak jak chce.
Zastanawialiśmy się wczoraj nad Nadią lub Emilią... hmm zobaczymy.






poniedziałek, 17 czerwca 2013

Wizyta u lekarza, płeć....

Dziś mam wizytę u lekarza i jak  zwykle trochę się denerwuje, ale nie dla tego, że coś mi jest tylko  ja tak po prostu mam. Strasznie boję się lekarzy, szpitali i igieł... a jeszcze teraz gdy częściej myślę 
o tym, że poród już za niedługo mój strach jest ogromny. Specjalnie rano zmierzyłam ciśnienie, 
które i tak jak zawsze mam niskie i które tak jak zawsze w gabinecie lekarskim podskoczy 
w niewyobrażalnym tempie. Mam nadzieję, że z moją małą kluską jest wszystko ok i, że rośnie sobie drowo w moim brzuchu. Może też zrobi nam niespodziankę i pokarze co ma między nóżkami... 
Nie powiem, chciałabym wiedzieć kto tańcuje w moim brzuchu i kto po nocach mnie obkopuje 
po pęcherzu. 
Czy to Maja czy Tymon... 

Wszyscy mówią, że będziemy mięli córeczkę bo ponoc mam wysoko brzuch... 
natomiast znajdą się też osoby, które twierdzą, że będzie syn bo ja się wcale nie zmieniłam... 
noo oprócz tego, że przytyłam. 
Sama nie wiem... co będzie to będzie. My juz i tak tą kluskę bardzo kochamy. 

Ilekroć jestem na zakupach wyprawkowych widzę słodkie rzeczy i dla dziewczynek i chłopców, 
ale denerwuje mnie to, że w większości sklepów kupując np zestaw do obcinania paznokci lub szczoteczkę do czesania włosków są one tylko w kolorach albo niebieskich, albo różowych. Rozumiem, że te kolory są takie sztandarowe... reprezentujące każdą płeć, ale bez przesady. 
Nie każda dziewczynka musi mieć różową szczoteczkę do włosków.

Co do wyprawki to mamy  już trochę rzeczy. Pozostało tylko zamówic wózek i komplet do łożeczka. Ciuszki i inne potrzebne rzeczy kupujemy na bierząco. Zmierzamy powoli  do końca listy... 
w końcu pozostało już tylko 2,5 miesiaca.

czwartek, 13 czerwca 2013

Pierwszy post ... 30ty tydzień ciąży

Odkąd jestem w ciąży czytam różne blogi i często zastanawiałam się nad założeniem własnego. Przez cały czas miałam różne wątpliwości, ale teraz postanowiłam spróbować swoich sił i właśnie dziś nadszedł ten dzień. Niestety nie bardzo umiem prowadzić bloga więc ten pewnie nie będzie za bardzo idealny no, ale cóż... nie będę się tym przejmować. 
Zaczęłam 30ty tydzień ciąży i jestem strasznie podekscytowana tym, że na jakieś 10 tygodni zobaczę już swoje dziecko. Ten czas tak minął. Pamiętam jak jeszcze niedawno byłam na pierwszej wizycie 
u lekarza aby potwierdzić ciążę a tu już prawie jestem na etapie kończącym ją. 
Od niedawna kompletuję wyprawkę dla maluszka i szczerze mówiąc jest to bardzo miłe... 
w szczególności kupowanie ubranek. Choć jeszcze niestety nie znam płci mojego dziecka jestem bardzo szczęśliwa, że jest w moim brzuszku i sobie rośnie.  W poniedziałek mam wizytę u lekarza i mam nadzieję, że dzidzia pokarze nam w końcu co ma między nóżkami.