Jutro szpital... to opcja, która podoba mi się najmniej bo czeka mnie wywoływanie.
Zobaczymy czy Mała ulegnie. Jakoś dziwne przeczucie mam, że przyjdzie na świat w sobotę.
Być może się mylę, ale tak mnie jakoś nachodzi mimo iż mogą mnie jutro zbadać tylko i na weekend puścić do domu.
Wszyscy w około wypytują
- kiedy?
ii
- czemu nie już?
albo te durne teksty...
- Ja myślałam, że Pani już urodziła.
albo słynne pytanie
- To nie urodziła jeszcze Pani?
-Nie no ludzie!!!
Jakbym urodziła to chyba raczej byłoby widać!?! Nie wiem... być może się czepiam (hormony), ale to denerwujące gdy wchodzę do osiedlowego sklepu (robię w nim zakupy codziennie) i wciąż słyszę te same pytania. Na każdym stoisku sklepowe wypytują, albo komentują moją ciążę.
Na tym etapie gdy ja sama chciałabym być już po porodzie takie zachowania mnie dobijają i czasem gryzę się w język aby nie palnąć czegoś, czy po prostu zwrócić komuś niegrzecznie uwagi.
Każda ma rady i swoje przekonania...
- Umyj okna. Mi pomogło.
Ale wcale nie jest powiedziane, że w moim przypadku to coś da!
Słyszałam już trzy takie rady... Ehh!
Nie dość, że ja się stresuję tym wszystkim co ma się jutro zacząć to jeszcze muszę zmagać się z tymi komentarzami i pytaniami. Co za ludzie? Taki nasz naród dziwny... Każdy ciekawski.
Dobrze, że Mała się już urodzi... nie będę musiała każdemu z osobna tłumaczyć się z tego dlaczego jeszcze nie urodziłam!