Czekamy...

dziecko.haczewski.pl

sobota, 26 października 2013

Jestem.

Nie mam ostatnio czasu na nic... i dobrze mi z tym. Moja córeczka nadrabia mi wszystko. 
Nigdy nie myślałam, że można kochać aż tak bardzo. Za tydzień skończy 2 miesiące i już się świadomie uśmiecha. Gaworzy i uwielbia gdy się z nią tańczy. 
Widzę jak jest ze mną związana bo ciągle za mną zagląda... a ja... ja zamiast odpocząć wtedy gdy Ona śpi tęsknię za nią. Za jej uśmiechem i tymi maleńkimi paluszkami. Mój M też ją uwielbia a ja uwielbiam patrzeć jak razem leżą czy gdy M ją kąpie. Nie umiem opisać tu tego co czuję... tego jaka Ona jest cudowna i jak zmienia się z każdym dniem. Za każdym razem kiedy wspomnę sobie moment w którym położna położyła mi ją na piersi to mam łzy w oczach... łzy szczęścia bo mam to o czym zawsze marzyłam... Córeczkę, która jest małą wersją mojego ukochanego. 
Wypisz wymaluj tatuś. Kocham tę moją małą rodzinę ponad życie i dla nich zrobię wszystko. 
Staram się co dzień wychodzić z Oliwką na spacer. Uwielbiam gdy M ma 1szą zmianę w pracy i popołudnia spędza z nami. Wtedy możemy pospacerować we trójkę. 

Czas mija a ja jeszcze niedawno byłam na pierwszej wizycie u lekarza, który pokazał mi mały pęcherzyk płodowy. To takie nie do uwierzenia, że z takiego maleńkiego ziarenka urosła mi taka córeczka. Uwielbiam ją... Kocham !



Już po wizycie kontrolnej... Na szczęście wszystko jest zagojone.

poniedziałek, 14 października 2013

Codzienność.

Dni mijają jak szalone... dopiero co urodziłam a już mamy prawie listopad. Z drzew liście spadają jak szalone i jest coraz chłodniej. Korzystamy zatem z ostatnich słonecznych dni i wychodzimy na spacerki. Dziś do wózka Oliwki wpadł listek. Postanowiłam go zatrzymać... jest to w końcu jej pierwszy w życiu liść. Czytam na różnych blogach, że prawie każda z mam ma wyrobiony plan dnia. My go nie mamy i szczerze nie ubolewam nad tym. Oczywiście kąpiel i drzemki w ciągu dnia ma o stałych porach, ale karmienie czy budzenie się na karmienie w nocy jest rozregulowane. 
Zazwyczaj mała przesypia każdą noc budząc się czasem o 5tej a czasem dopiero około 8mej na śniadanie. Gdy wychodzimy na spacer i leży w wózku to często od razu zasypia. 
Fajnie jest tak spacerować z nią. 
Szkoda tylko, że idzie zima... nie lubię zimy. 
Nie lubię zimna, szalików i czapek, mrozu i śnieżyc... 
Teraz pewnie niejednokrotnie pewnie przez chociażby nawet mróz nie będziemy mogły wyjść na spacer. Szkoda, że M ma w tym tygodniu drugie zmiany... pewnie pospacerowałby z nami. 
Gdy świeci słońce jesień jest taka piękna.

Oliwia ma już 6 tygodni więc za tydzień idziemy na szczepienie i ja mam kontrolną wizytę u lekarza. AAAa i zapomniałabym - 
Moja córeczka już świadomie się uśmiecha i wydaje mi się, że jeszcze troszkę i zacznie gaworzyć. 
Czekamy na to z M z niecierpliwością.

piątek, 11 października 2013

Brak czasu...

Nie mam czasu tu zaglądać tak często jak robiłam to w ciąży... Moja córeczka wprawdzie jest grzeczna, ale ja zawsze coś mam do roboty... jak nie pranie to sprzątanie, obiad, zakupy... 
Więc jak przychodzi wieczór i pora snu to usypiam jak dziecko. Oliwia ma już miesiąc. 
Kocham ją całym sercem... zawładnęła moim światem. 
Z resztą nie tylko moim... 
M jest nią również zachwycony. Coraz więcej się uśmiecha i próbuje gaworzyć. 
Kocham te jej uśmiechy... kocham całą ją! 
Warte jej były chwile spędzone w szpitalu, ten ból... Mam ją i nic więcej się nie liczy. 
Przesypia praktycznie całe noce za to w dzień jest bardzo aktywna. 
Moja mała księżniczka. 

Ja regeneruję się po porodzie... jeszcze 1,5 tygodnia i muszę iść do lekarza na kontrolę. 
Chciałabym aby powiedział mi, że wszystko mi się dobrze zagoiło. Przy wysiłku w miejscu nacięcia krocze troszkę mnie pobolewa i martwię się strasznie. AAa i zapomniałabym - niestety nie karmię już piersią... pokarm zanikł.

czwartek, 26 września 2013

Po długiej nieobecności.

Jestem... jestem już mamą wspaniałej kruszynki, która urodziła się 4 września. Miałam napisać wcześniej, ale dopiero teraz założyli nam normalny internet. Pisałam o tym, że nie chcę być długo w szpitalu, że nie lubię szpitali... i wszystko obróciło się przeciwko mnie bo w szpitalu byłam ponad 2 tygodnie. Wywoływanie porodu jest okropne... kręcisz się po korytarzu modląc się o skurcze. Niestety  w pierwszy dzień (ten w którym miałam trafić do szpitala) nie było mi dane urodzić. Na salę przedporodową przychodziły dziewczyny... rodziły, a ja jak głupia zostawałam sama. W sobotę kazano mi iść do domu. W poniedziałek miałam wrócić... miałam nadzieję, że skurcze chwycą mnie w domu i, że już nie będę musiała chodzić po korytarzu z kroplówką. Od badań  zaczęło mnie tam w środku wszystko boleć. Miałam dość. Skurcze nie nastały więc znów znalazłam się na sali przedporodowej. Dzień miną podobnie jak piątek... zero reakcji. Byłam na skraju załamania, ciągle płakałam... Zdecydowana byłam na cesarkę bo już miałam dosyć i bałam się o moją kruszynkę.
 Był w końcu 42 tydzień ciąży. Lekarze upierali się na kroplówki... Nie dość, że byłam sama jak palec bo nasz szpital nie pozwala na pobyt partnera czy męża z żoną na tej sali to jeszcze jest tam kompletny zakaz odwiedzin. Mój lekarz był zupełnie obojętny i stwierdził, że dziecku się nic nie dzieje (mała urodziła się w zielonych wodach płodowych i miała infekcję wrodzoną przez co tydzień przyjmowała antybiotyki). We wtorek przenieśli mnie na ginekologie i nie wiem po co bo o 16tej znów miałam wrócić tam skąd przyszłam. Chodziłam po tym szpitalu jak obłąkana, ale czułam, że coś się dzieje. Od południa miałam skurcze... lekkie wprawdzie, ale były (ktg ich nie wykrywało, ale ja je czułam). Przed snem położna powiedziała mi abym się wyspała porządnie bo może to być ostatnia noc bez dziecka w brzuchu... no i wykrakała. Ok 23 skurcze nasiliły się a ja pomiędzy nimi jakby w letargu przysypiałam... o 3ciej nad ranem ledwo żyłam bo tak bolało, ale cieszyłam się, że w końcu się zaczeło... skakałam na piłce, wymiotowałam i w duchu płakałam z bólu. 
O 9tej trafiłam na porodówkę a o 11tej urodziłam piękną córeczkę. Poród był okropny, ale miałam cudowne położne, które bardzo mi pomogły. Gdy natomiast poczułam na swoich piersiach ciepłe ciało Oliwii zapomniałam o wszystkim... jej niebieskie duże oczy wpatrywały się we mnie a ja płakałam ze szczęścia. Dziś Oliwia ma ponad 3tygodnie i zaczarowała nasz świat... jest pogodnym i grzecznym dzieckiem i kocham ją ponad życie. 
Powoli mam nadzieję nadrobię blogowe zaległości.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Już jutro... początek końca ciaży.

Jutro szpital... to opcja, która podoba mi się najmniej bo czeka mnie wywoływanie. 
Zobaczymy czy Mała ulegnie. Jakoś dziwne przeczucie mam, że przyjdzie na świat w sobotę. 
Być może się mylę, ale tak mnie jakoś nachodzi mimo iż mogą mnie jutro zbadać tylko i na weekend puścić do domu. 
Wszyscy w około wypytują 
- kiedy? 
ii 
- czemu nie już? 
albo te durne teksty... 
- Ja myślałam, że Pani już urodziła.
 albo słynne pytanie
 - To nie urodziła jeszcze Pani? 
-Nie no ludzie!!! 
Jakbym urodziła to chyba raczej byłoby widać!?! Nie wiem... być może się czepiam (hormony), ale to denerwujące gdy wchodzę do osiedlowego sklepu (robię w nim zakupy codziennie) i wciąż słyszę te same pytania. Na każdym stoisku sklepowe wypytują, albo komentują moją ciążę. 
Na tym etapie gdy ja sama chciałabym być już po porodzie takie zachowania mnie dobijają i czasem gryzę się w język aby nie palnąć czegoś, czy po prostu zwrócić komuś niegrzecznie uwagi. 
Każda ma rady i swoje przekonania...
- Umyj okna. Mi pomogło.
Ale wcale nie jest powiedziane, że w moim przypadku to coś da! 
Słyszałam już trzy takie rady... Ehh! 
Nie dość, że ja się stresuję tym wszystkim co ma się jutro zacząć to jeszcze muszę zmagać się z tymi komentarzami i pytaniami. Co za ludzie? Taki nasz naród dziwny... Każdy ciekawski. 
Dobrze, że Mała się już urodzi... nie będę musiała każdemu z osobna tłumaczyć się z tego dlaczego jeszcze nie urodziłam!

środa, 28 sierpnia 2013

Nic się nie dzieje...

Wydaje mi się, że na złość mi stanie się tak, że jednak będę musiała przejść przez etap wywoływania ciąży. Cóż.. cieszę się jednak z tego, że już na następny tydzień mała Oliwia będzie już  na świecie. Ogólnie nie dzieje się nic... czasem mam tylko bóle jak na okres, które mijają po kilkunastu minutach. 
Ojjj... moja ciąża nareszcie dobiega końca - jak ja się cieszę :)

piątek, 23 sierpnia 2013

Termin!

Dziś mamy termin porodu a nasza córeczka ani myśli zjawić się na świecie. Uparta taka no. 
Ja biegam po domu, myję, odkurzam, wycieram i nic... zero oznak porodu. Bóle jak na okres jakby też minęły i co? Iii jak nie urodzę do 30tego to przed 8mą rano mam się zjawić w szpitalu na wywołanie. Nie chcę aby tak zakończyła się moja ciąża... nie chcę wywołania i na samą myśl o tym jest mi słabo. To wszystko wiąże się z dłuższym pobytem w szpitalu (niestety)... bo nie wiadomo, czy na Małą to wywoływanie zadziała od razu w jeden dzień. 
Wolałabym dostać skurczy w domu, jechać do szpitala i spokojnie urodzić... samemu. 
Bez wywoływania. Tak bym chciała aby było już po wszystkim, aby Mała była już z nami. 
Czym bliżej tego wszystkiego tym bardziej nie mogę się doczekać... spotkania z nią, moją małą córeczką. Wczoraj również dowiedziałam się, że moja koleżanka, która jest w 29 tygodniu ciąży leży w szpitalu bo jej synek już chce się urodzić. 
Ma już skurcze porodowe i  rozwarcie na 3 cm. 
Przecież On jest taki maleńki... pewnie waży niewiele ponad kilogram. 
Moja Oliwia to kawał baby przy tym maluszku. 
Mam nadzieje, że Oliwia urodzi, się pierwsza a ten maluch jeszcze trochę wytrzyma w brzuszku swojej mamy. Noo a co do tego mojego pobytu w szpitalu to znając moje szczęście nie urodzę do tego 30tego iii będę musiała mieć to wywołanie.


Córko moja zlituj się nad matką swoją :)