Tak... według paseczka, który mam na górze bloga zostało nam 3 tygodnie i 4 dni... czyli już prawie jestem jedną nogą na porodówce. Wprawdzie to jeszcze troszkę, ale dziś poprzeglądałam sobie blogi, które podglądam iii widzę, że jedna z dziewczyn już urodziła a miała jeszcze czas do porodu.
Druga zaś ma już skurcze a również jest przed terminem.... Zaczęłam się trochę bać.
Nie powiem odkąd przestałam myśleć o porodzie to nie jestem aż tak spanikowana jak byłam, ale dziś znów wszystko wraca. Tym bardziej, że w tym tygodniu znów mam wizytę u lekarza.
Rzeczy do szpitala mam już praktycznie przygotowane. Zostało mi tylko do kupienia kilka rzeczy... jestem zła na siebie, że mam taką organizację;/ Zawsze wszystko miałam zapięte na ostatni guzik a teraz kiedy moje dziecko ma przyjść na świat ja jestem tak mało zorganizowana.
Może to przez strach? Nie wiem. Pierwszy raz mi się to zdarza.
Dobrze, że od jutra ma być ochłodzenie to pójdę do apteki kupić to czego mi jeszcze brakuje. Wpakuje wszystko do torby i niech czeka. Szczerze mówiąc nic mi się nie chce...
podsumowanie ostatniego etapu mojej ciąży jest niezbyt kolorowe... jestem już zmęczona.
Swoich kostek nie widziałam już od kilku dni... dłonie też mam napuchnięte.
Szybko się męczę i pocę okropnie. Mała jest strasznie aktywna i coraz silniejsza.
Jej niektóre ruchy są tak mocne, że aż mnie bolą... Nie obraziłabym się gdyby zechciała się urodzić choć kilka dni przed planowanym terminem. Ulżyła by mamie.
Moja mama zaś marzy aby urodziła się w jej urodziny... we wrześniu. Miejmy nadzieję, że posłucha jednak mamusi a nie babci.
Kochana córeczko nie mogę się doczekać aż Cię w końcu zobaczę i przytulę.

