Czekamy...

dziecko.haczewski.pl

poniedziałek, 29 lipca 2013

Blisko... bliżej... coraz bliżej!

Tak... według paseczka, który mam na górze bloga zostało nam 3 tygodnie i 4 dni... czyli już prawie jestem jedną nogą na porodówce. Wprawdzie to jeszcze troszkę, ale dziś poprzeglądałam sobie blogi, które podglądam iii widzę, że jedna z dziewczyn już urodziła a miała jeszcze  czas do porodu. 
Druga zaś ma już skurcze a również jest przed terminem.... Zaczęłam się trochę bać. 
Nie powiem odkąd przestałam myśleć o porodzie to nie jestem aż tak spanikowana jak byłam, ale dziś znów wszystko wraca. Tym bardziej, że w tym tygodniu znów mam wizytę u lekarza. 
Rzeczy do szpitala mam już praktycznie przygotowane. Zostało mi tylko do kupienia kilka rzeczy... jestem zła na siebie, że mam taką organizację;/ Zawsze wszystko miałam zapięte na ostatni guzik a teraz kiedy moje dziecko ma przyjść na świat ja jestem tak mało zorganizowana. 
Może to przez strach? Nie wiem. Pierwszy raz mi się to zdarza. 
Dobrze, że od jutra ma być ochłodzenie to pójdę do apteki kupić to czego mi jeszcze brakuje. Wpakuje wszystko do torby i niech czeka. Szczerze mówiąc nic mi się nie chce... 
podsumowanie ostatniego etapu mojej ciąży jest niezbyt kolorowe... jestem już zmęczona.
Swoich kostek nie widziałam już od kilku dni... dłonie też mam napuchnięte. 
Szybko się męczę i pocę okropnie. Mała jest strasznie aktywna i coraz silniejsza. 
Jej niektóre ruchy są tak mocne, że aż mnie bolą... Nie obraziłabym się gdyby zechciała się urodzić choć kilka dni przed planowanym terminem. Ulżyła by mamie.
 Moja mama zaś marzy aby urodziła się w jej urodziny... we wrześniu. Miejmy nadzieję, że posłucha jednak mamusi a nie babci. 




Kochana córeczko nie mogę się doczekać aż Cię w końcu zobaczę i przytulę.

piątek, 26 lipca 2013

Upały!

Ledwo żyję -  ledwo oddycham, ledwo  się poruszam. To jakaś masakra a ma być jeszcze gorzej. Wiem... wiem, że jest lato i gdybym nie była teraz w ostatnich tygodniach ciąży zapewne byłabym dumna z tej pogody, ale niestety nie jestem. 
Takie upały to udręka w trakcie zaawansowanej ciąży. Nie dość, że nie ma czym oddychać i trzeba się chować przed słońcem to jeszcze usypiam na stojąco. Od kilku dni w dzień chce mi się okropnie spać mimo tego iż przesypiam całe noce. Jestem zaś pewna, że gdybym się zdrzemnęła w dzień  
to w nocy nie mogłabym usnąć. Więc muszę to przemęczyć. I tak źle i tak nie dobrze... 
I ani nie pójdę nad wodę bo za bardzo grzeje ani nigdzie... pozostaje mi siedzenie w domu bo z racji tego, że mieszkam na parterze to w domu jest chłodno. Tyle dobrze w sumie. Nie ukrywam jednak, że wolałabym basen czy jezioro nOo, ale to za rok :) Odbiję to sobie. Dodatkowo mam napuchnięte dłonie co mnie bardzo denerwuje. Rano były napuchnięte tylko one... po godzinie 16tej nie poznałam swoich stóp. Od początku ciąży nie były one tak spuchnięte jak teraz. Mam wisielczy humor... pewnie dlatego, że to mnie już przytłacza. Chciałabym już urodzić i nie męczyć się (następna ciąża zdecydowanie zaplanowana będzie na jesień i zimę). Dodatkowo  zadzwoniła dziś do mnie Pani z Urzędu Pracy i miała dla mnie fajną ofertę pracy w sklepie medycznym, ale niestety nie skorzystałam z niej bo za 4 tygodnie rodzę. Szkoda... Bo nawet w ciąży mogłabym pracować. Lubię pracować... dlatego zaplanowałam z moim M, że gdy mała skończy 2 lata to ja pójdę do pracy. Teraz aby nie stracić tych dwóch lat zapisuję się na studium policealne, które jest blisko mojego domu. Chciałabym iść w końcu na magisterkę, ale niestety w moim mieście nie ma i musiałabym daleko dojeżdżać co wiązałoby się z tym, że moja mama lub M musieliby się Oliwką zająć a nie zawsze mają czas ponieważ pracują. Studium do którego się wybieram jest kilka kroków od mojego domu w soboty i niedziele co 2 tygodnie więc w te dni będą mogli się małą zająć i na dodatek ja w razie czego będę miała blisko do domu. Rozpisałam się trochę... ale to nic... w końcu od tego jest ten blog :).

poniedziałek, 22 lipca 2013

32 dni...

Taaak... Za miesiąc i 1 dzień jest termin mojego porodu. Pakuję więc powoli torbę do szpitala i nie bardzo wiem co mam zabrać... Czytam blogi innych mam iii tworzę swoją listę. 
Na pewno coś odejmę lub dodam. Muszę także wybrać pierwsze ciuszki dla Oliwki i w ogóle ciuszki na pobyt w szpitalu. Muszę dokupić body, które zapinają się kopertowo ponieważ zauważyłam, że mam same zakładane przez główkę a nie ukrywam, że będę bała się sama je założyć małej.
Po powrocie do domu mama pokarze mi jak to robić tak aby nie zrobić dziecku krzywdy. 
Wiem, że w szpitalu powinni mi pokazać jak się to robi, ale skąd ja mogę wiedzieć czy nie natrafię 
na jakieś nie miłe położne? Wolę uniknąć dziwnych docinków, że nie umiem ubrać dziecka. 
Wybieramy się również po zakup wózka, ale przez te upały i brak czasu mojego M nie mamy kiedy. Postanowiłam, że na 100 % załatwimy to w tym tygodniu bo miesiąc to na prawdę mało iii zanim się obejrzymy to minie. Ciuszki i kocyki poprane, ale nie miałam kiedy tego wszystkiego poprasować tak więc dziś wieczorem się tym zajmę. Cieszę się, że poród jest już tuż tuż... 
W końcu odpocznę od opuchniętych stóp i bólu pleców iii w końcu będę miała na świecie swoją małą Calineczkę. 
Oglądamy z M jej ciuszki i rozmawiamy o niej... planujemy. 
Nasza mała księżniczka. Na pewno zmieni wiele w naszym życiu. Będziemy o nią dbać i kochać ponad życie. M już planuje, że będzie z nią chodził na ryby i, że będzie odganiał od niej adoratorów... Tak mi się chce z niego śmiać nieraz, ale miło mi jest słuchać, że ma tyle planów wobec córki.
 Ona i On... najważniejsze osoby w moim życiu!

czwartek, 18 lipca 2013

Dziś króciutko...

Po wizycie juuż na szczęście. Mała waży prawie 300g. Do porodu zostało jeszcze 5 tygodni więc może się okazać, że urodzę "kawał baby". Ciągle skacze w brzuszku iii nawet przy badaniu nie dała się spokojnie pooglądać doktorkowi. Następna wizyta za 2 tygodnie z racji tego, że poród już tuż tuż. Lekarz chciał mnie wysłać do szpitala z racji tego, że mam szybki puls, aleee się wymigałam od jego pomysłu i obiecałam, że jak tylko gorzej się poczuję to się tam sama zgłoszę. 
Ehh te upały... no, ale cóż narzekać... w końcu to lato! :) Nie ukrywam, że gdy jest chłodniej to ani nie mam problemu z pulsem ani z opuchniętymi stopami... z resztą chyba nie ja jedna. 
Za rok będziemy smażyć się na plaży:)

poniedziałek, 15 lipca 2013

39

Dni mijają... pranie zrobione, koszule kupione... Muszę tylko poprasować tą stertę ciuszków, spakować to co nam potrzebne w szpitalu i mogę iść rodzić. Dziś byłam na badaniach (chyba już ostatnich przed porodem) a w środę mam wizytę u lekarza. 
Powoli dociera do mnie fakt, że to prawie już! Za niedługo nasza malutka córeczka będzie w końcu 
z nami. Cieszę się także z tego, że już nie będę musiała męczyć się z brzuchem i opuchniętymi stopami. Wiem, że na tym właśnie polega ciąża, ale ja już jestem po prostu zmęczona. 
Ani się schylić, ani nic... w upały serce bije mi jak szalone i szybko się męczę. 
W sobotę byłam na zakupach z mamą i gdy wróciłam byłam ledwo żywa mimo iż nie przeszłyśmy jakiegoś dość długiego dystansu. Moja garderoba topnieje bo nie mieszczę się już w połowę ubrań, które mam w szafie (bluzki są do pępka) a nie opłaca mi się na miesiąc kupować nowych. 
W sklepach jest tyle pięknych ubrań i znając życie już miałabym ich kupioną stertę. 
Postanowiłam sobie, że gdy urodzę to pomyśle o sobie iii małej "renowacji" siebie. 
Pójdę na zakupy i w końcu kupię coś dla mnie. Tymczasem muszę się jeszcze trochę pomęczyć... Czegóż to się nie robi dla ukochanego dziecka :)
Kochana Oliwko teraz Ty jesteś najważniejsza!

czwartek, 11 lipca 2013

43 dni...

Czas tak szybko mija i każdy mijający dzień zbliża nas do spotkania z naszym maleństwem. 
Czasem gdy myślę o tym wszystkim to nie dociera do mnie fakt, że to prawie już... 
Strach miesza się ze szczęściem i aby nie myśleć o tym wszystkim znajduję sobie różne zajęcia. 
Dziś będę prać ciuszki i rzeczy małej. Czas najwyższy aby były gotowe, czyste i uprasowane. 
Zostało nam tylko zamówienie wózka i zakup łóżeczka... mieliśmy to zrobić w tym tygodniu, ale nie bardzo był na to czas. Jutro idę na badania więc w następnym tygodniu już na 100 % się do tego sklepu wybierzemy. Musimy ogarnąć to już teraz bo nigdy nic nie wiadomo iii lepiej dmuchać na zimne. Moja mała Oliwka jest taka ruchliwa. Już nie mogę się doczekać chwili w której ją zobaczę. Taka bardzo bym chciała aby była zdrowa i aby wszystko poszło pomyślnie. 
Boję się tylko tego, że gdy będę w szpitalu to nie bardzo będę wiedziała jak się nią zająć, 
jak przewinąć, czy nakarmić... Wiem, że po powrocie do domu pomoże mi mama, która na szczęście mieszka blisko nas i na okazję narodzin swojej pierwszej wnuczki zaplanowała sobie urlop. 
Ten szpital mnie przeraża... a pociesza myśl, że będzie ze mną mój M. 
Cóż... nie będę narzekać - i tak muszę przez to przejść. 
Nagrodą jest moja córeczka!

wtorek, 9 lipca 2013

W naszym domu od wczoraj panuje wielki rozgardiasz i zamieszanie ponieważ postanowiliśmy szykować pokój dla małej. W prawdzie na razie będzie Ona spała w naszym pokoju, ale lepiej zrobić wszystko teraz niż później gdy mała będzie już z nami. Nie będziemy myśleli wtedy znając życie o takich sprawach. Więc od wczoraj rozkładanie nowego dywanu iii składanie szafy. Dostarczyli nam również nową pralkę bo oczywiście jak na złość stara się zepsuła a czas robić powoli pranie dla naszej córeczki. Od jutra więc rozpoczynam przygodę z praniem dziecięcych ubranek i pieluch. Brzuchol mam coraz większy i dzidzia skacze w nim niesamowicie często co sprawia mi wielką radość z racji tego, że za pewien czas już nikt mi nie będzie w brzuszku buszował. Będę ją miała przy sobie. W końcu! Będę tulić i całować! Już nie mogę się doczekać. Termin porodu zbliża się wielkimi krokami. Mój strach jest coraz większy mimo iż staram się o tym nie myśleć. Po weekendzie będę mogła po woli kompletować i pakować torbę do szpitala. Może to i wcześnie, ale ja wolę dmuchać na zimne. Śni mi się często, że urodziłam a ciuszki jeszcze nie poprane, że nie mam piżamy itd... w prawdzie nie miewam proroczych snów, ale po co mam siebie dręczyć gdy mogę spać spokojnie.





 A tu mój brzuszek iiii mała Oliwia w środku. (Imię już wybrane.)


piątek, 5 lipca 2013

W A L K A

Wczoraj przy wieczornej kąpieli załamałam się. Moje ciało pokryte jest rozstępami a na udach pojawił  się cellulit. Pielęgnację po kąpieli wykonywałam zalana łzami. Fakt. Nigdy nie należałam do bardzo szczupłych osób, ale też nie byłam znów gruba. Ja po prostu miałam budowę ciała w sam raz. Przed ciążą walczyłam z oponką i jestem świadoma tego, że po porodzie i połogu znów będę walczyć bo chcę mieć płaski brzuch. Nie sądziłam jednak, że moje uda mogą wyglądać jak galareta, być tak rozwleczone. Jestem załamana bo nie dość, że dużo przy tej ciąży przytyłam to jeszcze po niej będę miała mnóstwo pracy aby to wszystko naprawić. Dobro dziecka jest dla mnie oczywiście najważniejsze i mimo iż do porodu zostało jeszcze 1,5 miesiąca zaczynam walkę z cellulitem już teraz. I z rozstępami oczywiście! Smaruję brzuch od 3 miesiąca ciąży i mimo to mam na nim rozstępy. Od jakichś 2 tygodni zmieniłam krem i smaruję się teraz Ziają - Mamma Mia.


Smaruję się regularnie 2 razy dziennie. Czasem nawet 3 i fakt jest taki, że rozstępy, które miałam dotychczas wygładziły się i są mniej widoczne, ale mam wrażenie jakby nadal pojawiały się nowe. Cóż... będę testować go nadal. W końcu używam tego kremu dopiero od 2 tygodni. Może po jakimś dłuższym czasie będą jakieś efekty. Zacznę nim również smarować uda bo tam rozstępów również mam coraz więcej niestety. Jestem świadoma tego, że nie znikną one całkowicie, ale może chociaż trochę staną się nie widoczne. Pociesza mnie fakt, że na moich piersiach nie ma ani jednego. Co i tak nie zmienia mojego podejścia do walki. Na ten okropny cellulit użyję Serum antycellulitowe z AA na uda i pośladki.





Muszę również kupić sobie jakiś masażer z racji tego, że jestem już w zaawansowanej ciąży i nie bardzo jest mi pisane wyginanie się i intensywne ćwiczenia. Będę masować uda i pośladki do czerwoności 2x dziennie i mam nadzieję, że chociaż trochę mi to pomoże. Nie mam zamiaru mieć takich rozlewających się nóg. To będzie wstęp a zarazem początek walki bo tak jak wspomniałam na początku zamierzam powrócić do ćwiczeń zaraz po połogu. Moja wymarzona waga to 60kg i mam zamiar spełnić to marzenie!

czwartek, 4 lipca 2013

50 dni

Zostało 50 dni do chwili  w której zobaczę w końcu swoje maleństwo. 
Tylko lub aż 50... bo z jednej strony chciałabym już być po porodzie a z drugiej wiem, że 8 miesiąc ciąży jest złym okresem na narodziny dziecka. 
Więc niech moja mała kluska posiedzi jeszcze troszkę w tym moim brzuszku. 
Ona jest najważniejsza. Ona i jej dobro. 
Wczoraj mój Mateusz miał urodziny. Z tej okazji spędziliśmy prawie cały dzień razem. 
Byliśmy na zakupach i na frytkach iii było tak cudownie. 
KOCHAM GO! LUBIĘ! UWIELBIAM! 
Kupiliśmy w końcu dla małej rożek i byliśmy pooglądać wózki i łóżeczka. Od początku chciałam 
w sumie aby moje maleństwo spało w kołysce, ale później wpadliśmy na pomysł, że można kupić łóżeczko zmieniane właśnie w kołyskę.


 
 
Wybraliśmy ten wózek i w następnym tygodniu pójdziemy go zamówić. Jest lekki i zgrabny więc myślę, że będziemy z niego zadowoleni. Cena też nie jest jakaś wygórowana więc jest to kolejny plus. Pomału zbliżamy się ku końcowi kompletowania rzeczy dla małej a tak się bałam jeszcze 
nie dawno, że stanęliśmy w miejscu. Z racji tego, że zepsuła się nam pralka to kupiliśmy nową 
bo już jest najwyższy czas na pranie ciuszków dla małej. W weekend również składamy szafę 
i robimy małą rewolucję w naszym domu ponieważ chcemy zrobić w naszym pokoju kącik dla małej abym nie musiała w nocy biegać z pokoju do pokoju. 
Jakoś nie dochodzi do mnie jeszcze ten fakt, że już za ponad miesiąc będę tuliła do siebie małą istotę, która jest owocem miłości mojej i M. Już nie będziemy we dwójkę a w trójkę. 
Nasza rodzina się powiększy. 
Tak strasznie się cieszę i jednocześnie boję. 
Cieszę się, że w końcu mała będzie z nami a boję się porodu i samego pobytu w szpitalu. Wspomniałam chyba gdzieś w pierwszych notkach, że jestem straszną panikarą, która boi się lekarzy i szpitali. Jak pomyślę sobie, że mam iść do szpitala i tam nocować to moje ciśnienie wzrasta. 
Każda myśl o tym, że będzie mnie bolało gdy mała będzie się rodziła mnie przeraża. 
Być może strach ma tylko wielkie oczy i mam cichą nadzieję, że nie będzie aż tak źle. 
W końcu będzie ze mną M. Wprawdzie nie zdecydowaliśmy się na poród rodzinny, ale chcę aby był On razem ze mną w szpitalu. Sama jego obecność czy świadomość w trakcie porodu, że stoi 
za drzwiami i na nas czeka będzie dla mnie ogromnym wsparciem. 
Na razie staram się nie myśleć o porodzie i szpitalu mimo iż czasu pozostało już bardzo mało. 
Nie chcę się denerwować niepotrzebnie. W sumie i tak to muszę przejść i tak. 
Innej rady nie ma.