Ledwo żyję - ledwo oddycham, ledwo się poruszam. To jakaś masakra a ma być jeszcze gorzej. Wiem... wiem, że jest lato i gdybym nie była teraz w ostatnich tygodniach ciąży zapewne byłabym dumna z tej pogody, ale niestety nie jestem.
Takie upały to udręka w trakcie zaawansowanej ciąży. Nie dość, że nie ma czym oddychać i trzeba się chować przed słońcem to jeszcze usypiam na stojąco. Od kilku dni w dzień chce mi się okropnie spać mimo tego iż przesypiam całe noce. Jestem zaś pewna, że gdybym się zdrzemnęła w dzień
to w nocy nie mogłabym usnąć. Więc muszę to przemęczyć. I tak źle i tak nie dobrze...
I ani nie pójdę nad wodę bo za bardzo grzeje ani nigdzie... pozostaje mi siedzenie w domu bo z racji tego, że mieszkam na parterze to w domu jest chłodno. Tyle dobrze w sumie. Nie ukrywam jednak, że wolałabym basen czy jezioro nOo, ale to za rok :) Odbiję to sobie. Dodatkowo mam napuchnięte dłonie co mnie bardzo denerwuje. Rano były napuchnięte tylko one... po godzinie 16tej nie poznałam swoich stóp. Od początku ciąży nie były one tak spuchnięte jak teraz. Mam wisielczy humor... pewnie dlatego, że to mnie już przytłacza. Chciałabym już urodzić i nie męczyć się (następna ciąża zdecydowanie zaplanowana będzie na jesień i zimę). Dodatkowo zadzwoniła dziś do mnie Pani z Urzędu Pracy i miała dla mnie fajną ofertę pracy w sklepie medycznym, ale niestety nie skorzystałam z niej bo za 4 tygodnie rodzę. Szkoda... Bo nawet w ciąży mogłabym pracować. Lubię pracować... dlatego zaplanowałam z moim M, że gdy mała skończy 2 lata to ja pójdę do pracy. Teraz aby nie stracić tych dwóch lat zapisuję się na studium policealne, które jest blisko mojego domu. Chciałabym iść w końcu na magisterkę, ale niestety w moim mieście nie ma i musiałabym daleko dojeżdżać co wiązałoby się z tym, że moja mama lub M musieliby się Oliwką zająć a nie zawsze mają czas ponieważ pracują. Studium do którego się wybieram jest kilka kroków od mojego domu w soboty i niedziele co 2 tygodnie więc w te dni będą mogli się małą zająć i na dodatek ja w razie czego będę miała blisko do domu. Rozpisałam się trochę... ale to nic... w końcu od tego jest ten blog :).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz