Dziś mamy termin porodu a nasza córeczka ani myśli zjawić się na świecie. Uparta taka no.
Ja biegam po domu, myję, odkurzam, wycieram i nic... zero oznak porodu. Bóle jak na okres jakby też minęły i co? Iii jak nie urodzę do 30tego to przed 8mą rano mam się zjawić w szpitalu na wywołanie. Nie chcę aby tak zakończyła się moja ciąża... nie chcę wywołania i na samą myśl o tym jest mi słabo. To wszystko wiąże się z dłuższym pobytem w szpitalu (niestety)... bo nie wiadomo, czy na Małą to wywoływanie zadziała od razu w jeden dzień.
Wolałabym dostać skurczy w domu, jechać do szpitala i spokojnie urodzić... samemu.
Bez wywoływania. Tak bym chciała aby było już po wszystkim, aby Mała była już z nami.
Czym bliżej tego wszystkiego tym bardziej nie mogę się doczekać... spotkania z nią, moją małą córeczką. Wczoraj również dowiedziałam się, że moja koleżanka, która jest w 29 tygodniu ciąży leży w szpitalu bo jej synek już chce się urodzić.
Ma już skurcze porodowe i rozwarcie na 3 cm.
Przecież On jest taki maleńki... pewnie waży niewiele ponad kilogram.
Moja Oliwia to kawał baby przy tym maluszku.
Mam nadzieje, że Oliwia urodzi, się pierwsza a ten maluch jeszcze trochę wytrzyma w brzuszku swojej mamy. Noo a co do tego mojego pobytu w szpitalu to znając moje szczęście nie urodzę do tego 30tego iii będę musiała mieć to wywołanie.
Córko moja zlituj się nad matką swoją :)
czy kazda kobieta w dniu terminu sprzata itp? hehehe
OdpowiedzUsuńZ nadzieją, że może coś się ruszy :)
OdpowiedzUsuń